Sześć dni w Manchesterze United - wywiad z Mateuszem Lippem

Urodzony w 2004 roku Mateusz Lipp, to kolejny z młodych "Niebieskich" talentów, którego obserwuje piłkarska Europa. 
W ubiegłym tygodniu nasz środkowy obrońca przebywał na sześciodniowych testach w Manchesterze United. 

Przeczytajcie o jego wrażeniach z pobytu w angielskim klubie! 

- Jak się czuje piętnastolatek stojący przed bramą ośrodka treningowego Manchesteru United? 

- Czuje, że wszystkie godziny pracy nie poszły na marne. W pewnym stopniu była to nagroda za wysiłek tutaj w Ruchu, jak też za treningi indywidualne nad samodoskonaleniem. Jest to też na pewno motywacja, żeby jednak w te barwy kiedyś w przyszłości wstąpić, tam grać i tam się rozwijać. 

- Wkroczyłeś na teren ośrodka i...? 

- No cóż... Wszedłem i było jedno wielkie WOOOW! Budynek jest podzielony na dwie części, jedna przeznaczona jest dla zawodników do lat szesnastu, druga dla starszych. Czternaście boisk trawiastych, dwa ze sztuczną nawierzchnią, bardzo duża siłownia z najnowocześniejszym sprzętem, do tego pralnia, stołówka. Panuje tam bardzo rodzinna atmosfera. Posiłki spożywa się z zawodnikami pierwszej drużyny, na co dzień piłkarze witają się z młodymi zawodnikami i są bardzo przyjaźnie do nich nastawieni. Wydaje się, że wszystkim dopisuje doskonały humor, nie ma ponurych ludzi, od każdego promienieje radość z tego, że może pracować dla tego klubu i w takich warunkach. 

- Jak wygląda sam trening? 

- Na jedną grupę, dajmy na to 20 osób przypada pięciu trenerów, a każdy trening jest nagrywany. Treningi odbywają się np. na trzech boiskach, żeby nie zniszczyć trawy, ale tak naprawdę każdego dnia była ona idealnie przygotowana. Przed treningiem szliśmy na siłownię, aby się rozgrzać przez 30 - 40 minut, dopiero potem przechodziliśmy na dwie godziny małych gier na boisku, po których od razu następowała regeneracja w zimnej wodzie. Następnie udawaliśmy się na obiad i jeśli były dwa treningi dziennie czekaliśmy na kolejny.

- Co się robi w przerwie pomiędzy treningami?  

- Zazwyczaj jest tak, że zawodnicy przyjeżdżają na godzinę 9-tą do klubu i wychodzą z niego dopiero po drugim treningu. Są dwie sale lekcyjne, gdzie starsi mają indywidualny tok nauczania, natomiast młodsi do lat 16-tu przebierają się w mundurki szkolne i są odwożeni do szkół. Klub ma wielu kierowców, więc jest pewność, że każdy z autobusów dotrze do szkoły na czas, choć w Manchesterze korki są spore. Mój czas pobytu został bardzo dobrze zorganizowany, wszystko było dopięte na ostatni guzik. 

- Do jakiego zespołu trafiłeś podczas pobytu? 

- Przez trzy dni trenowałem z U23, kolejne dwa spędziłem w treningu indywidualnym, gdzie są grupki 3-4 osobowe, a ostatni dzień zakończył się meczem sparingowym drużyny U16. Zagrałem całe spotkanie i choć przegraliśmy 0:2, to czuję się zadowolony ze swojego występu. Rozumiałem większość, co trener do mnie mówił, starałem się wykonywać jego polecenia i myślę, że to wyszło na plus. 

- Nie sposób zapytać o treningi w U23. To jednak spora różnica wiekowa. 

- Szczerze powiedziawszy po pierwszych 15. minutach treningu myślałem, że trzeba będzie dzwonić po karetkę. Tempo było zabójcze, nie spodziewałem się tego. To jednak bardzo duży przeskok jeśli chodzi o różnicę wiekową, ponieważ na co dzień trenuję z kolegami dwa lata starszymi, a tutaj byli chłopcy starsi o pięć. Do tego przyzwyczajeni do takich obciążeń treningowych. 


- Z czego wynika to zabójcze tempo? 

- Intensywność na pewno jest większa, ale głównie chodzi tutaj o detale. Podanie, przyjęcie piłki - a więc to bez opanowania czego żaden zawodnik na świecie sobie nie poradzi - jest na wyższym poziomie, przez co gra jest jeszcze szybsza.  Myślę, że czasami na treningach u nas w klubie zaangażowanie nas zawodników powinno być jeszcze większe. Jeśli przychodzimy na półtora - dwie godziny, to powinniśmy dać z siebie wszystko i w każdym momencie być na sto procent. Nieważne czy jest to proste podanie, przyjęcie, pojedynek jeden na jeden czy powrót do obrony. Bo to właśnie te detale mogą potem zadecydować o losach meczu.

- Jakie wnioski wyciągnąłeś po tym pobycie? Zauważyłeś u siebie jakieś braki? Wiesz nad czym bardziej musisz popracować? 

- Myślę, że to są po części elementy techniczne, ale rozumienie gry jest tam również całkiem inne. Przemieszczanie się po boisku, styl gry. Kiedy byłem na treningu w grupie U16 nie czułem takiej różnicy w umiejętnościach, jak w grupie U23. Myślę, że na tle rówieśników wypadłem całkiem dobrze. Braki będą zawsze, dlatego trzeba nad nimi pracować, a najlepsze swoje elementy cały czas szlifować. Wytrzymałościowo na pewno było ciężko - tempo gry, objętość treningu w postaci dwóch godzin małych gier to jednak trudne wyzwanie. Pod koniec treningu trzeba było dać już z siebie wszystko, serce, charakter, ale udało się. 

- Miałeś okazję przebywać już na testach we Włoszech. Porównasz włoską i angielską piłkę? 

- We Włoszech piłka opiera się głównie na technice, natomiast w Anglii gra jest bardziej fizyczna. Doskok do zawodnika jest agresywniejszy, zawodnicy są też lepiej zbudowani, ale w zespołach włoskich byłem w swojej kategorii wiekowej, więc nie mogłem zobaczyć jak to wygląda wyżej. Tutaj zostałem wrzucony na głęboką wodę i wyglądało to bardzo dobrze. 

- Przy okazji pobytu miałeś również okazję być na meczu Ligi Europy, w którym Manchester zmierzył się z Club Brugge.

- Są to naprawdę niezwykłe emocje kiedy jest się na stadionie, gdzie przychodzi 70 tysięcy osób i dopinguje swojej drużynie. Padło aż pięć goli, więc mogłem zobaczyć jak świętują kibice. Zostałem również zaproszony na tour po całym stadionie i muszę powiedzieć, że choć nie jest najnowocześniejszy, to robi wrażenie. Jest to klub z wielką tradycją. 

- Gdzie widzi się Mateusz Lipp za kilka miesięcy?

- Na ten moment na pewno zostaję w Ruchu, natomiast myślę, że jeśli byłaby jakaś szansa wyjazdu za granicę i obie strony doszłyby do porozumienia, to chciałbym spróbować swoich sił poza Polską. 

- Skłaniałbyś się bardziej do Włoch czy do Anglii? 

- Dla mnie najważniejsze jest to, abym mógł się dalej rozwijać. I czy to będzie klub z Anglii, Włoch czy innej części Europy, to nie ma znaczenia. Obie ligi na swój sposób są mocne, w jednej jest kładziony większy nacisk na taktykę, w drugiej na przygotowanie fizyczne i tempo.  Dla mnie osobiście najważniejsze jest to, by trafić w miejsce gdzie będę mógł się dalej rozwijać. Nie tylko jako piłkarz, ale również jako człowiek. W Anglii na każdej pozycji zawodnik musi być niesamowicie wyszkolony technicznie. Tu nie chodzi o jakieś niesamowite zwody, tylko proste rzeczy, jak przyjęcie, podanie, wyjście na pozycję czy zagranie w tempo. Na taktykę do osiemnastego roku życia zwraca się mniejszą uwagę, skupia się głównie na szkoleniu indywidualnym zawodnika i można wyczuć, że jest na to kładziony mocny nacisk. Częste treningi w góra czteroosobowych grupach mają na celu to, żeby z każdego zawodnika mającego potencjał wyciągnąć to, co najlepsze. W Anglii do 18 roku życia nie ma w ogóle rozgrywek ligowych. Zespoły grają tylko mecze towarzyskie oraz jeżdżą na turnieje. 

- Gdybyś miał jednym słowem określić z czym kojarzy Ci się Manchester United? 

- Atmosfera. Jeśli wokół ciebie ludzie są pozytywnie nastawieni, wtedy i ty taki jesteś. I to nie tylko do treningów, ale i do życia. Tam każdy odnosi się do siebie z bardzo dużą kulturą. 

- Teraz jesteś tutaj i wielkimi krokami zbliża się pierwszy mecz w Centralnej Lidze Juniorów z Górnikiem Zabrze, w którym być może zagrasz. 

- Tak, emocje na pewno będą większe niż w MU (śmiech). Sądzę, że bardzo dobrze jako drużyna przepracowaliśmy okres zimowy i jesteśmy dobrze przygotowani nie tylko na ten mecz, ale i całą rundę wiosenną. Od kilku dni jesteśmy już nakręceni świadomością tego, że niedługo zagramy pierwszy ligowy mecz i to derbowy, z Górnikiem. Liczymy na zwycięstwo, ale mamy świadomość, że nie od tego jednego spotkania zależeć będzie które zajmiemy miejsce w tabeli. Naszym celem jest wygrać wszystkie 14 meczów.

Źródło: własne (A. Bargiel)

 

NASI PARTNERZY