BARTOSZ GĘSIOR: "Zawsze sobie powtarzam, że co mnie nie zabije, to wzmocni"

"CZAS NA MÓJ RUCH" - wywiad

BARTOSZ GĘSIOR (09.01.1998) – środkowy pomocnik

Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką? Czy to, że Twój tata grał zawodowo miało wpływ na zainteresowanie tym sportem?

Na samym początku piłka nożna w ogóle mnie nie interesowała i szczerze mówiąc nawet nie wiedziałem w jakim tata gra klubie. Jeśli chodziłem na mecze, to głównie za namową mamy, ale nie narzekałem, bo dobrze się wtedy bawiłem. W pierwszej klasie szkoły podstawowej koledzy zaczęli wyciągać mnie na boisko. Spodobało mi się to, rozpocząłem treningi w małej szkółce piłkarskiej – wówczas w Płocku i od tego momentu nie można mnie było od piłki odciągnąć.

Jak wyglądała droga ze szkółki piłkarskiej w Płocku do Akademii Ruchu Chorzów?

Rodzice zadecydowali, że na stałe zamieszkamy w Chorzowie, więc tutaj poszedłem do klasy drugiej, a treningi kontynuowałem w UKS Oczko. Zajęcia odbywały się wtedy 3 razy w tygodniu, głównie na hali MORiS. Pod koniec klasy trzeciej wraz z grupą chłopaków, z której wielu trenuje ze mną do dzisiaj dostaliśmy się po testach do klasy sportowej UKS Ruch Chorzów, a w klasie drugiej gimnazjum przeszedłem, jak to się mówi, „przez ulicę” na Cichą do Akademii Piłkarskiej Ruchu Chorzów, gdzie jestem do dzisiaj.

Początkowo w Akademii trenowałem pod okiem trenera Mateusza Michalika z juniorami młodszymi. To był wówczas rocznik 1996. Trwało to niecały rok, bo latem trenerzy zaproponowali mi treningi z Centralną Ligą Juniorów i tak się zaczęła moja przygoda z tą drużyną.

Nie sposób ominąć tematu Twojej kontuzji i rehabilitacji…

Jeśli chodzi o kontuzje jest to, niestety, element wliczony w życie każdego sportowca, szczególnie piłkarza. Niektórzy borykają się z nią później, niektórzy – jak ja – wcześniej, a niektórzy nigdy i oby takich było jak najwięcej, bo przekonałem się na własnej skórze, że nie jest łatwo. Tym bardziej, dlatego, że tuż przed nią trenowałem już z drugą drużyną Ruchu, rozegrałem tam cztery spotkania i niestety...

Co dokładnie się wydarzyło? Jakiego urazu doznałeś?

Pojechałem na zgrupowanie Kadry Śląska, gdzie w 30 minucie meczu jeden z zawodników drużyny przeciwnej kopnął mnie w kostkę. Musiałem opuścić boisko, zostałem odwieziony do szpitala w Zielonej Górze. Zrobiono mi rentgen, który nie wykazał uszkodzeń kości. Starano się leczyć moją nogę sposobami zachowawczymi, ale nic nie pomagało, nikt nie był pewien tego, co mi dolega. Ostatecznie nie obyło się bez operacji, podczas której okazało się, że miałem zerwany troczek górny ścięgien mięśni strzałkowych.

Na tym Twoje kłopoty zdrowotne jednak się nie skończyły?

Można powiedzieć, że to kopnięcie w meczu było początkiem mojego małego koszmaru. Początkowo brak diagnozy, leczenie nie przynoszące skutku, czekanie na operację i niepewność czy w ogóle się odbędzie. Teraz temat kostki jest już niejako zamknięty, ale podczas rehabilitacji, bodajże w czwartym czy piątym tygodniu przez przeciążenie prawego kolana zaczął mi doskwierać w nim ból, który jak się okazało był spowodowany przerostem błony maziowej, którą lekarze musieli mi wyciąć. 5 listopada przeszedłem drugą operację.

Nie ma tego złego, co na dobre nie wyjdzie?

Zawsze sobie powtarzam, że co mnie nie zabije, to wzmocni. Teraz czuję się na pewno silniejszy pod względem psychicznym. Ten pierwszy uraz miał miejsce 28 maja. Jest to więc już ponad osiem miesięcy mojej nieobecności na boisku i osiem miesięcy walki samego z sobą. Już po pierwszym tygodniu nie potrafiłem wytrzymać patrząc jak koledzy grają, a ja siedzę na ławce z nogą w ortezie. Dziś mogę się przyznać, że miałem pewność, obłudną pewność, że gdy ją ściągnę, to wrócę od razu na boisko i będę mógł normalnie trenować. Tymczasem wszystko tak ciągnie się w czasie, a teraz dodatkowo zmagam się z urazem pięty.

Co się stało?

Tak naprawdę, podobnie jak z tymi kontuzjami wcześniejszymi, póki co nikt nie wie co mi jest i nikt nie potrafi mi pomóc. Jest to coś, co przeszkadza - narośl czy wysięg, który po prostu nie chce zniknąć pomimo przeprowadzanych zabiegów. Doskwiera mi ból w pięcie – co prawda tylko podczas założenia butów, ale boso trenować ani grać przecież nie mogę.

Póki co trenujesz indywidualnie. Na czym głównie się skupiasz podczas ćwiczeń?

Tok indywidualnego treningu w każdym miesiącu skupiał się na czymś innym. Najpierw było to uruchomienie kostki, potem wzmacnianie lewej kończyny, starania by sprawniej zacząć biegać, a po operacji wzmacnianie prawej nogi. Ogólnie przez cały ten czas moja siła i masa mięśniowa bardzo spadła, ale wierzę, że ciężką pracą ją odbuduję. Szczęście w nieszczęściu, że jestem już w stanie trenować na pełnych obrotach, tyle że boso (śmiech). Ćwiczę na „wiacie”, wzmacniam głównie mięśnie nóg, tak żeby po wyleczeniu pięty móc już wejść w trening na 100%.

Koniec tematu kontuzji. Wróćmy do Twojej osoby zawodnika. Jak siebie oceniasz? Swoje postępy, słabe i mocne strony?

To zawsze jest niełatwe pytanie. Na pewno każdemu jest łatwiej wymienić swoje wady niż zalety. Moim największym mankamentem jest to, że jestem szczupłym chłopakiem, który jak widać siłą fizyczną nie grzeszy. Skupiam się więc na tym, żeby to poprawić. Zresztą nie ma zawodnika, który nie musiałby wciąż czegoś u siebie poprawiać – począwszy od siły fizycznej, a skończywszy na technice użytkowej.

Jak godzisz naukę z piłką nożną? Gdzie obecnie uczęszczasz do szkoły?

Obecnie chodzę do IV Liceum Ogólnokształcącego im. Skłodowskiej – Curie w Chorzowie. W liczbie opuszczonych godzin lekcyjnych w szkole zapewne przoduję, ale jest to poniekąd spowodowane licznymi wyjazdami na badania, rehabilitacje oraz właśnie treningami indywidualnymi. Trafiłem jednak na szkołę, która pomimo tego, że nie jest stricte sportowa wykazuje wiele zrozumienia dla opuszczonych lekcji zarówno przeze mnie, jak i moich kolegów.  Kiedy jestem już w szkole staram się zaraz nadrobić wszystkie zaległości i przyznam się, że nie mam z tym żadnych problemów.

Pochwal się średnią na półrocze?

No, teraz było to 4,95, ale mam nadzieję, że na zakończenie roku się to zmieni – w górę oczywiście.

Czy masz jakiegoś piłkarza, na którym się wzorujesz?

Na pewno piłkarzem, którego bym wyróżnił za charakter i podejście do swojej pracy jest Cristiano Ronaldo. Pozostali to Özil, występujący teraz w barwach Arsenalu Londyn, Andrés Iniesta, który dla mnie jest najlepszym, wręcz perfekcyjnym środkowym pomocnikiem oraz Toni Cross z Realu Madryt. To jest trójka grająca, podobnie jak ja, na pozycji środkowego pomocnika. Bardzo ich cenię za ich grę i za to, co robią dla drużyny na boisku.

Teraz troszkę prywaty. Jak spędzasz czas wolny, masz jakieś inne pasje?

Właściwie wszystko, co dzieje się w moim życiu kręci się wokół piłki. Taką małą odskocznią jest jedynie wędkarstwo. Czasem, gdy jest ładna pogoda wyskakuję nad jakiś staw – lubię w ciszy połowić ryby, to bardzo mnie relaksuje.

Chodzisz na mecze pierwszej drużyny Ruchu?

Rzadko. Nie jestem zagorzałym kibicem pojawiającym się na każdym meczu, czasem jednak zdarza mi się wybrać.

Robiąc podsumowanie tych lat, w przeciągu, których grasz w piłkę. Co byś określił mianem swojego największego sukcesu?

Każdy sukces, zarówno ten duży jak i mały przyczynia się do rozwoju każdego zawodnika i pomaga mu osiągać kolejne. Poprzez wiele, czasem drobnych i niezauważalnych sukcesów, nabywamy cenne doświadczenie, które jest niezbędne do sięgania po najwyższe cele życiowe. Takim moim największym, można powiedzieć namacalnym sukcesem, było do tej pory na pewno powołanie do reprezentacji Polski. To nie zdarza się często i nie zdarza się każdemu. Poza tym zdobycie wicemistrzostwa Polski z kadrą wojewódzką na turnieju im. Jezierskiego.

Jakie plany na przyszłość? Marzenia?

Największym marzeniem każdego młodego zawodnika jest to, by zagrać w dobrym klubie i zagościć w nim na dłużej. Na pewno marzeniem pośredniczącym byłoby dostanie się do pierwszej drużyny Ruchu. Póki co chciałbym już wrócić do zdrowia i optymalnej formy, by móc pokazać na boisku co potrafię, wspinać się po tej drabince jak najwyżej i walczyć o to, co się kocha – o grę w piłkę nożną.

Dziękuję za rozmowę. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i na boisko.

Dziękuję.

Rozmawiała: Anna Bargiel

NASI PARTNERZY

  Ruch Chorzów SA w restrukturyzacji  Wszelkie prawa zastrzeżone                                                                                                                                                                                    - Wykonanie Michał Brzozowski